" *** po przerwie ***
Wszyscy rozbawieni tą całą sytuacją zaczęli się schodzić do klasy. Niczego nieświadoma nauczycielka usiadła już za biurkiem i zajęła się sobą.
W drzwiach stanął Kubuś z puszką pepsi w ręku. Upijając łyk usiadł w swojej ławce obok Daniela, który kryjomu wyjadał landrynki potrzebne do naszego inteligentnego ,,eksperymentu".
-Ej, pacanie zostaw to, bo zabraknie. -wydarł się Kuba.
-Dobra.. -odpowiedział Daniel z gębą wypchaną cukierkami. Wyglądał jak chomik.
Pomysłodawca wypił ostatni łyk napoju i spojrzał na mnie mówiąc z kamienną miną:
-Już czas. -i natychmiast wybuchnął śmiechem. "
*** BUM! ***
-Achtung!
-Padnij! -krzyczeli jeden po drugim.
-Dzieci! Uważać! -wrzasnęła nauczycielka.
-Prze pani, nie jesteśmy dziećmi. -powiedział zażenowany Adam.
-Cicho siedź pod ławką! Ktoś na pewno to usłyszał i przyjdzie nam z pomocą. -mamrotała desperacko.
Chwilę po tym do klasy wpadła woźna, wystraszona jakby zobaczyła co najmniej ducha.
-Co tu się wyprawia?! Gdzie są wszyscy? Wychodźcie spod tych ławek tych ławek. Powariowaliście? -podeszła spacerkiem do tablicy, kopiąc przez przypadek puszkę, która wywołała to zamieszanie. Na nasze nieszczęście przyszła woźna-Halina. Strasznie dociekliwa i wścibska.
Musiało to komicznie wyglądać, kiedy wszyscy wychodzili spod ławek rozbawieni jak nigdy. Natomiast nauczycielka, jeszcze chwila i by się dosłownie popłakała. I to wcale nie ze śmiechu.
-Kto-to-do-jasnej-cholery-wymyślił?!
-No, nie ładnie proszę pani...nie ładnie tak przeklinać na lekcji...
-Nie pyskuj mi tu! Ja i tak się dowiem Kubiak! -uśmiechnęła się - I ty jesteś głównym podejrzanym, ale sam byś tego nie zrobił... -rozejrzała się po klasie i wskazała na mnie palcem, po czym wrzasnęła -Ty!
Wymieniliśmy z Kubą zdziwione, a zarazem rozbawione spojrzenia. Pewnie też zastanawiał się jak taka pusta panienka doszła do tego tak szybko.
-Jeszcze was to bawi? Proszę bardzo, doigraliście się, idziemy do dyrektora.
Niechętnie wstaliśmy z ławek i wolnym krokiem skierowaliśmy się ku wyjściu z klasy nr 49. Mijaliśmy w ciszy gabloty, w których znajdowały się osiągnięcia naszej szkoły, reszte klas oraz rysunki uczniów oprawione w ramki. Trochę byliśmy źli, że idziemy do dyrektora, bo pewnie dostaniemy szlaban albo prace pomocnicze dla szkoły na ostatnie dwa tygodnie przed wakacjami... Kiedy byliśmy już na miejscu nauczycielka zapukała do pokoju, usłyszała jedynke przytłumiony głos mężczyzny.-Chwileczkę! Proszę poczekać!
-Co może być ważniejsze od niesfornych uczniów... -powiedziała zażenowana Betty.
-Może nowi uczniowie? -rzekł do niej dyrektor wychodząc ze swojego gabinetu po czym znowu zwrócił się do swoich gości -To wszystko. Zapraszam w poniedziałek na zajęcia. -uśmiechnął się i znów spojrzał na sorkę od niemieckiego -A pani musi być bardzo nielubiana, skoro kolejny raz jest pani u mnie, z tego, co widzę, z tym samym problemem.
Wszyscy obecni zaczęli się śmiać, a
kobieta zrobiła się czerwona jak burak i wparowała bez zaproszenia do pokoju.
W mojej głowie krążyły pytania: Co to za nowi uczniowie? Przystojni? A może to w ogóle nie są chłopcy...?
Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła, jak również moja cecha charakteru. Z rozmyśleń wytrącili mnie właśnie oni. I to dosłownie wytrącili, bo nie wiem jak, ale wpadłam na pierwszego z nich.
-Łoo...prze...przepraszam. -wymamrotał speszony i uśmiechnął się nieśmiało ukazując aparat ortodontyczny na zębach. Wyglądał nieziemsko. Miał ciemne oczy i niesfornie potargane włosy, które dodawały mu jeszcze większego uroku. W chwili, gdy go zobaczyłam nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, więc tylko się uśmiechnęłam. Popatrzyłam mu prosto w oczy i momentalnie zaczęłam w nich tonąć. Z transu wyprowadziło mnie nachalne szarpanie za rękaw koszuli. Niechętnie oderwałam od niego wzrok i przeniosłam go na Kubę.
-Zuzka, no chodź! -powiedział.
-Już. Już idę. -zgarnęłam włosy za ucho i weszłam do pokoju zamykając za sobą drzwi.
***
-Co tym razem się stało, pani Tęgos? -zapytał dyrektor Jarecki.
-Oni. Oni się stali.
-Z tego co wiem, to oni stali się 18 lat temu. -rzekł rozbawiony.
-Proszę potraktować to poważnie. Jak zwykle rozrabiają. Niech Panu sami powiedzą jak są tacy mądrzy.
Opowiedzieliśmy wszystko i zapadła niezręczna cisza. Nikt nic nie mówił, czekaliśmy na reakcję dyrektora. Ku naszemu zdziwieniu meżczyzna wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. -Przyszła pani do mnie z taką głupotą? -zapytał
-Dla pana to jest głupota?! Przecież jak pan ich nie powstrzyma to nam wszystkim na głowę wejdą.
Siedzieliśmy cicho, ledwo powstrzymując się od głośnego wybuchnięcia śmiechem. Nawet dyro uznał to za dobry żart. Chyba obejdzie się bez kary. To już ostatnia lekcja i nie marze o niczym innym jak być już w domu. Po chwili dyrektor nas wypuścił.
*** 10 MINUT PÓŹNIEJ ***
Przed budynkiem czekała na nas prawie cała klasa. Kiedy nas zobaczyli, podbiegli i zaczęli wypytywać.
-I jak tam było u dyrektorka na dywaniku? -zapytał Norbi.
-Po co się głupio pytasz? Powinienes wiedzieć, skoro lądowałeś tam już nie raz. -powiedziałam ironicznie.
-Kiedy następna akcja wspólniczko? -klepnął mnie w ramie Kuba.
-Narazie niech opadną emocje po tej. -odpowiedziałam nadal susząc zęby.
Ktoś z zebranego tłumu zapytał czy dostaliśmy jakiś szlaban, na co my opowiedzieliśmy o reakcji pana Jareckiego. Wszyscy byli w szoku, że tak olał panią od niemca. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i zaczęliśmy zbierać się do domów. Jak zawsze wracałam z Mariką i jak zwykle gadałyśmy o wszystkim i o niczym, ale nadal myślałam o akcji, która miała miejsce przed wejściem do pokoju dyrektora. Postanowiłam, że jej o tym opowiem.
-Co? Widziałaś już tych nowych? -zapytała.
Jej oczy przypominały pięciozłotówki u małego dziecka, któremu kupiło się nową zabawkę.
-Tak. Chłopaki. Przystojni nawet. No dobra, bardzo. Ciągle myśle o jednym z nich. -rozmarzyłam się i nagle podskoczyłam -Auć! -spojrzałam na minę Mariki, która właśnie mnie uszczypnęła. Wydawało mi się jakby była rozbawiona, zdziwiona i zła jednocześnie. Rozbawiona tą całą sytuacją, zdziwiona, że zainteresowałam się jakimś chłopakiem (wrescie) i zła, że to ja ich pierwsza zobaczyłam!
Podczas dalszego powrotu do domu zastanawiałyśmy się do jakiej klasy trafią, skąd przyjechali i dlaczego ba dwa ostatnie tygodnie przed zakończeniem roku szkolnego?
*** CHWILĘ PÓŹNIEJ ***
Jeszcze zanim otworzyłam drzwi poczułam zapachy, wydobywające się najprawdopodobniej z naszej kuchni. Przekroczyłam próg i natychmiast uderzyła mnie woń przygotowywanego obiadu. Żwawym krokiem weszłam do kuchni.
-Cześć Radzio! -wskoczyłam na blat, siadając na nim.
-Witam. -powiedział przerywając nucenie melodii piosenki, która właśnie leciała w radiu.
-Jakie jest dzisiejsze danie dnia, bracie?
-Lasagne własnej roboty, senioritta. -zarechotał.
Mieszkamy we dwójkę. Rodzice są po rozwodzie. Kontaktują się i generalnie są w dobrych relacjach, ale życie pod jednym dachem ich najwyraźniej przerosło. Mama pracuje w Londynie, widujemy ją tylko na święta, ale godzinami gadamy na skypie. Natomiast tata ze swoją kobietą i trzecim dzieckiem mieszkają w Polsce, tylko, że w innym mieście. Z nim widujemy się conajmniej raz w miesiącu.
Mimo tego, że jesteśmy młodzi dobrze dajemy sobie radę. Radek pełni rolę domowego szefa kuchni. Czasem mam wrażenie, że przed snem czyta książkę kucharską, bo gotuje naprawdę smacznie. Ja staram się utrzymywać porządek, na tyle ile jest to możliwe, bo Radek jest strasznym bałaganiarzem. Jednak biorąc pod uwagę to, że jeszcze nie zginęliśmy pod stertą rozrzucanych przez niego ciuchów, radzę sobie naprawdę dobrze.
Po zjedzonym obiedzie każdy poszedł do siebie do pokoju. Rozglądając się po meblach usiadłam na łóżku, przeczesałam włosy do tyłu i sięgnęłam po laptopa. Rozładowany. Wstałam rozglądając się intensywniej. Nigdzie nie widzę ładowarki. Wyszłam z pokoju, zeszłam na dół i przetrzepałam każdą szafkę w salonie. Nie ma. Skoro nigdzie jej tu nie znalazłam, pewnie jest u Radka.
*puk-puk*
-Wlazła! -usłyszałam krzyk.
-Radziu? Czy nie zabrałeś przypadkiem ładowarki od mojego laptopa?
-Zabrałem. Ale nie przypadkiem. Moja się zepsuła. -zaśmiał się.
-A czy byłbyś łaskaw mi ją oddać? -zapytałam ironicznie. Nie miałam dzisiaj ochoty się przekomarzać. Chyba to wyczuł i dał spokój.
-Łap! -rzucił nią w moją stronę.
-Dziena. -uśmiechnęłam się lekko i wychodząc usłyszałam zmartwiony ton chłopaka.
-Wszystko ok? -spojrzałam na niego.
-Tak, tylko trochę mnie boli głowa, jak coś jestem u siebie. -i wyszłam.
Z powrotem usiadłam na łóżku i pierwsze co, to włączyłam facebooka, bo znając życie Marika zrobiła mi już niezły spam.
Nie myliłam się. Kilkanaście wiadomości i ostatnie pytanie z innej beczki.
Od Marika: "Przyjdziesz dzisiaj do mnie na noc? Dawno nie byłaś. Przyyyjdź, no proszę."
Do Marika: "W sumie czemu nie? O której mam być?"
Teoretycznie boli mnie głowa i nic mi się nie chce, ale wezmę tabletkę przeciwbólową i przejdzie.- pomyślałam.
Od Marika: "Możesz już, jeśli chcesz"
Do Marika: "No to idę się szykować, do zoba.:*"
Wstałam po torbę w którą wrzuciłam kosmetyczkę z podstawowymi elementami higieny i kosmetykami do lekkiego makijażu. Nie lubię się mocno malować. Stawiam na naturalne piękno.
Wyciągnęłam z szafy czystą bieliznę i ulubioną piżamę w myszkę miki. Przejżałam się w lusterku, przeczesałam ręką włosy, złapałam za telefon z słuchawkami i zeszłam na dół do kuchni po proszek przeciwbólowy. Nalałam szklankę wody i z krzywą miną połknęłam tabletkę.
-Ale wielkie dziadostwo. -mruknęłam do siebie.
Usłyszałam głośne kroki idące w moją stronę.
-Wychodzisz?
-Tak. Idę do Mariki na noc. Będę jutro koło południa. Pa. -cmoknęłam go w polik. Założyłam trampki i wyszłam. Jeszcze na podwórku włożyłam słuchawki i włączyłam swoją ulubioną playliste. Zawsze jak gdzieś idę muszę słuchać muzyki. To mi umila drogę, taka już jestem. Szłam w rytm melodii, aż tu nagle usłyszałam dźwięk głośnego klaksona.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak! 2 rozdział za Nami!
Strasznie Was tu mało 😞
Komentujcie - to mnie zmotywuje do dalszej pracy ❤
Do zobaczenia niedługo 😘
Świetny rozdział! :D Czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuń