" Późniejszy wieczór zleciał pod hasłem nudy, oglądania śmiesznych filmików na youtubie i opowiadania głupich historyjek. Siedziałyśmy do dość późnej godziny, ale stwierdziłyśmy, że prześpimy się chociaż kilka godzin. Wyczerpana śmiechem nawet nie wiem kiedy usnęłam. "
Obudził mnie głośny pisk opon dochodzący z ulicy przed domem Mariki.
Zrzuciłam z siebie kołdrę i wstałam do pozycji siedzącej, a następnie podniosłam swoje cztery litery i leniwie podeszłam do okna. Wyczerpana tym co przed chwilą zrobiłam oparłam się czołem o szybę i patrzyłam tępo na samochód stojący na podjeździe. Zdziwił mnie jego jaskrawy zielony kolor, ale za chwilę spostrzegłam, że jest to samochód sportowy. A żywe i jasne kolory są charakterystyczne dla takich aut. Ten widok trochę przypominał mi scenę z filmu pod tytułem "Szybcy i wściekli". Szkoda, że nie wysiadł z niego żaden z przystojnych bohaterów, tylko Norbi.
-Co? Nie wierze...to nie może być on! -rzuciłam się w strone śpiącej jeszcze Mariki krzycząc -Ej, laska, wstawaj! Koniecznie musisz to zobaczyć!
-Budzisz mnie po to, żeby odpłacić się za wczorajszą pobudkę, prawda? -jęknęła niewyraźnie.
-Oj, kit z nią! Chodź! -mówiłam ciągnąc ją już za rękę w stronę okna.
Wyjrzała przez nie, pocierając oczy zewnętrzną stroną dłoni.
-Co do chole...łaaa...cholery jest? -wydukała ziewając w trakcie i otwierając drzwi na balkon. Uderzyła we mnie fala ciepłego porannego powietrza, ale kiedy weszłam boso na jeszcze nienagrzane kafelki po moim ciele przeszły ciarki. Oparłam się łokciami o balustradę i patrzyłam na Norbiego, który bez jakiegokolwiek odzewu dzwonił dzwonkiem do domu Mariki. Wyprostowałam się, spoglądając na przyjaciółkę, poczym zwróciłam się w stronę Norberta.
-Romeo, ach Romeo! -krzyknęłam teatralnie dławiąc się śmiechem.
Chłopak wyglądał na zdezorientowanego, kiedy zaczął się rozglądać po całej okolicy. Obkręcił się o 360 stopni i w końcu nas dostrzegł.
-Nie łaska odebrać domofonu?
-No już się nie denerwuj, tylko mów skąd ty wytrzasnąłeś takie cacko?!
-Fajne, nie? Brat kupił w dobrej cenie, niedawno przywiezione zza granicy. -wymieniłyśmy z Mariką zdziwione spojrzenia, poczym zapytała totalnie rozbawiona -Brat kupił, a ty szpanujesz?
Lekko przygaszony spojrzał na swoje buty. Przeczesał reką włosy i odchrząknął.
-Noo...w zasadzie to wysłał mnie do sklepu. A że ma dobre serce to pozwolił pojechać. -uśmiechnął się spoglądając na balkon na którym stałyśmy.
-Też masz dobre serce czy w waszej rodzinie tylko brat takowe posiada?
-Podwieźdź Cię do domu, prawda? -Wyszczerzyłam zęby i kiwnęłam twierdząco głową w odpowiedzi na jego pytanie. Była 11:00, więc zaraz i tak bym wychodziła. A po co mam iść, skoro mogę pojechać?
-Nawet się pośpieszę! Zaraz będę na dole! -weszłam z powrotem do pomieszczenia, zdejmując spodenki w których spałam i od razu łapiąc za te, w których przyszłam. Włożyłam je na siebie i to samo zrobiłam z podkoszulką. Niepotrzebne mi już w tym momencie rzeczy wrzuciłam niedbale do torby. Rozejrzałam się po pokoju czy niczego niezapomniałam, zatrzymując swój wzrok na nadal zaspanej Marice. Dałam jej buzi w polik i rzuciłam się w strone wyjścia.
-Na razie stara! Zadzwonie później, kocham cię! -krzyczałam zbiegając po schodach.
***
Jechaliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym. Poprosiłam go, żeby podwiózł mnie jeszcze do galerii. Nic się nie stanie, jeśli trochę się spóźnię. Radek spóźnia się bez przerwy. Wysiadając na parkingu usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Z impetem postawiłam torbę na masce samochodu, zawzięcie szukając urządzenia.
-No gdzie...on...jest...Mam cię! Halo?
-Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że jadę dzisiaj do Warszawy i wrócę za kilka dni, nie wiem dokładnie za ile. Jeśli będziesz w domu do 14 to jeszcze zdążymy się zobaczyć i pożegnać. -usłyszałam zachrypnięty głos Radka.
-Powinnam się wyrobić. To do później. - schowałam telefon na miejsce i zarzuciłam torbę na ramie.
-Dzięki Norbi! -poczochrałam jego włosy -I pogratuluj bratu samochodu. Pa! -uśmiechnęłam się i odeszłam w stronę wejścia do centrum handlowego. Postanowiłam, że poszukam jakiegoś prezentu dla Radka, ponieważ zbliżały się jego dwudzieste urodziny. Staruszek z niego. Moim skromnym zdaniem czas leci zdecydowanie za szybko. Weszłam do pierwszego lepszego sklepu z biżuterią. Nie, nie myślcie sobie, że kupie mu jakieś kolczyki, lub coś w tym stylu. Myślałam raczej o jakimś ładnym zegarku na rękę. Wiecznie wykręca się tym, że rozładował mu się telefon i nie widział która jest godzina. Czas to chyba zmienić. Przekraczając próg sklepu spostrzegłam dział z tym czego szukam. Było ich bardzo dużo. Od sportowych, po eleganckie. Podeszłam do półki spoglądając na jeden z nich. Był czarny z metalowymi akcesoriami. Z tego co widziałam to miał wbudowany stoper i inne bajery. Cena też w miare dobra. Kocham go, więc nie będę na nim oszczędzać. Popatrzyłam jeszcze na inne modele, ale postanowiłam, że pierwszy wybór jest najlepszy. Wzięłam go do ręki i ruszyłam w stronę kasy.
-Dzień dobry. -uśmiechnęła się ekspedientka, biorąc do ręki mój zakup i wbijając go na kasę. Przyglądałam się uważnie jej ruchom. Wyciągnęła pudełko spod blatu i włożyła starannie zegarek do środka.
-Zapakować w torebke? -zapytała przenosząc swój wzrok na mnie.
-Mhm, poproszę. -podała mi reklamówkę i wypowiedziała standardowy tekst w każdym sklepie.
-Dowidzenia, zapraszam ponownie.
Poprawiłam torbę na ramieniu, co było w moim zwyczaju. Ruszyłam w stronę wyjścia ze sklepu, a następnie udałam się do mojej ulubionej sokodajni. Zamówiłam sok pomarańczowy i rozsiadłam się wygodnie przy pierwszym lepszym stoliku. Wyciąnęłam telefon i zaczęłam w nim szperać, korzystając z darmowego wifi.
Perspektywa Jasia:
Chodziłem sobie po galerii, rozglądając się za dziewczynami, które mógłbym zaczepić. Może jestem lovelasem, ale mam z tego korzyści. Na razie żadna dziewczyna nie wydała mi się godna mojej uwagi na dłuższą chwilę.
Jestem trochę zawiedziony, że ta Zuza jeszcze mi nie uległa. Z naciskiem na jeszcze. Postanowiłem przejść się do jakiejś kawiarenki, sokodajni lub gdziekolwiek gdzie dają coś do picia.
Miałem szczęście, bo to czego szukałem było całkiem niedaleko i nie musiałem długo szukać. Podszedłem do lady, zamówiłem sok jabłkowy i rozejrzałem się w poszukiwaniu wolnego stolika. Mój wzrok zatrzymał się na dziewczynie samotnie siedzącej przy jednym ze stolików. Stałem jak debil przy ladzie, mimo, że już złożyłem zamówienie i patrzyłem się w jej stronę.
-Aga, to na piątkę. -powiedział pracownik do jednej z kelnerek.
Niewiele myśląc podszedłem do owej kelnerki i zapytałem czy nie wyświadczyłaby mi przysługi, pozwalając, abym to ja osobiście dostarczył zamówienie na piątkę. Pewnie domyślacie się dlaczego. Dziewczyna zgodziła się bez chwili namysłu. Podając mi tacę mrugnęła okiem.
-Powodzenia! -krzyknęła wracając za ladę. Uśmiechnąłem się do niej, nabierając jednocześnie głębokiego oddechu. Pewnie ruszyłem w stronę stolika. Mijając innych klientów, zastanawiałem się czy ponownie mnie odrzuci. Trasa od lady do Zuzy zdawała się być wiecznością. Kiedy w końcu tam dotarłem zgrabie postawiłem tacę.
-Pani zamówienie. -uśmiechnąłem się zawadiacko.
Perspektywa Zuzy:
-Pani zamównie. -usłyszałam bardzo dobrze mi już znany zachrypnięty głos mojego "prześladowcy". Oderwałam wzrok od telefonu, przenosząc go na chłopaka.
-Co ty tutaj robisz? -zmarszyłam brwi w jedną linię.
-Stoję, jak widać. Chyba, że pozwolisz mi się dosiąść...
Odsunęłam się kawałek na kanapie, tak aby zrobić mu trochę więcej miejsca, a zarazem nie siedzieć za blisko. Poczułam jak sofa ugina się pod jego ciężarem.
-Nie mieliśmy się okazji poznać. Jestem Janek. -wyciągnął rękę w moją stronę. Odłożyłam telefon na bok, tak aby mieć wolną dłoń i mu ją podać.
-Zuza. To prawda, trochę słabo zaczęliśmy -uśmiechnęłam się lekko. -Emm...mogę cię o coś zapytać?
-Wal. -rozłożył ręcę w geście przygotowania.
-Dlaczego doszliście do naszej szkoły dwa tygodnie przed zakończeniem?
-Firma moich i Maćka rodziców splajtowała i jedyna rodzina jaka mogła nam pomóc to ta tutaj, w Polsce. Musieliśmy się jak najszybciej przeprowadzić. -odpowiedział bez wahania. Wydał mi się znowu uroczy. Może źle go oceniłam? Ale nie, dosyć. Znowu skarciłam się w głowie. Spojrzałam na zegarek i kiedy zobaczyłam która jest godzina, uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej nie zdążę pożegnać się z Radkiem. Odruchowo pacnęłam się ręką w czoło.
-Coś nie tak?
-Noo jeśli nie złapię w tym momencie żadnego autobusu to nie zdążę do domu przed wyjazdem brata...
-Zawiozę cię. -uśmiechnął się cwaniacko.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzień dobry Ludziska! Jest 4 rozdział! Mam nadzieje, że się podoba :))
komentujcie, bo to bardzo motywuje 💕