piątek, 18 września 2015

Rozdział 5

"Spojrzałam na zegarek i kiedy zobaczyłam która jest godzina, uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej nie zdążę pożegnać się z Radkiem. Odruchowo pacnęłam się ręką w czoło.
-Coś nie tak?
-Noo jeśli nie złapię w tym momencie żadnego autobusu to nie zdążę do domu przed wyjazdem brata...
-Zawiozę cię. -uśmiechnął się cwaniacko."

Jego propozycja nie przypadła mi zbytnio do gustu, ale biorąc pod uwagę fakt, że w inny sposób nie zdążę, zgodziłam się. Swoją drogą to kiedy zleciał ten czas? Miałam go jeszcze wystarczająco dużo. Czyżby tak dobrze nam się gadało? Nie...niemożliwe.
Spojrzałam na niego niepewnie, wzdychając.
-No..no dobra.
Uśmiechnął się triumfalnie.
-To zapraszam do limuzyny. -powiedział z tym samym uśmiechem. Spojrzałam na niego spod byka wstając zza stołu śmiejąc się z tego co powiedział. Złapałam za torbę, założyłam ją na ramię, po czym sięgnęłam po drugą torbę, tylko, że z prezentem dla Radka i ruszyliśmy do wyjścia.
-A co to za prezent? Dla mnie? Nie trzeba było!
-Haha, zabawny jesteś. -schowałam rękę za plecy, zasłaniając prezent -Nie dla psa kiełbasa! -wytknęłam język.
-No wiesz...ja ciebie to bym ru... -zmarszczyłam brwi patrząc na niego badawczo -...żami obsypywał. -odetchnął.
-Hahahah -wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem.
-Nie śmiej się, zobaczysz. -powiedział stanowczo.
-Dobra, dobra. W którą stronę do tej limuzyny? -zapytałam, gdy wyszliśmy z centrum handlowego.
-Niedaleko, chodź tędy. -kiwnął głową, a ja ruszyłam za nim.

Siedzieliśmy w ciszy od momentu opuszczenia miejsca parkingowego. Zastanawiałam się dlaczego jest taki miły. Z wyboru czy ma w tym jakiś interes?
-Jesteś wolna? -z przemyśleń wyrwał mnie Jasiek. Przeniosłam na niego swój wzrok, ściągając brwi w jedną linię.
-Nie...wręcz przeciwnie. Całkiem szybka.
Do moich uszu dotarło głośne sapnięcie.
-Wiesz, że nie to miałem na myśli. -przewrócił oczami, jednocześnie śmiejąc się pod nosem.
-To ujmę to inaczej. Jesteś w zwi...
Naszą jakże inteligentną rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. I całe szczęście. Mam nadzieje, że zanim skończę gadać, dojedziemy już na misjsce.
-Tak? -odezwałam się do urządzenia.
-Cześć Zuza! Wpadnę do ciebie za jakąś godzinkę. Dzwonię, żeby cię uprzedzić, nie tak jak ostatnim razem. - niezwykle cichy głos Mariki dotarł do moich uszu. Postanowiłam, że wykorzystam jej telefon w tym momencie.
-Już za mną tęsknisz? -zerknęłam jednocześnie na Jaśka. Po pytaniu jakie padło jego kości policzkowe stały się bardziej wyraziste, przez zaciśnięcie ich.
-To będę czekać, pa kochanie. -kontynuowałam z szerokim uśmiechem na twarzy. Rozłączyłam się, zerkając dyskretnie w stronę chłopaka. Na szczęście nie zdążył o nic więcej zapytać, bo właśnie podjechał pod mój dom. Przed drzwiami stała wypchana torba podróżna.
-Zdążyłam, uff. -odetchnęłam łapiąc za to co miałam ze sobą i otwierając drzwi samochodu.
-Wyjeżdzasz gdzieś?
-Nie ja. Sorki, ale naprawdę już nie mogę gadać. Jeśli chcsz to pogadamy w szkole. Dzięki za podwózkę, narazie! -haotycznie wyszłam na zewnątrz i zatrzasnęłam za sobą drzwi.

Perspektywa Jaśka:
-A co jeśli ja nie chcę czekać tak długo do naszego następnego spotkania? -powiedziałem sam do siebie z dziarskim uśmiechem.
Patrzyłem na dziewczynę jak poprawia sobie torbę na ramieniu. Taka ładniutka, zgrabniutka, fajniutka, a pewnie spotyka się z jakimś lamusem z tutejszej budy.
Kopnęła z frustracją furtkę, której jak na złość nie mogła otworzyć. Weszła na podwórko, wbiegła po schodach i zniknęła z pola widzenia za drzwiami frontowymi. Myślę, że czas jechać, stoje jak ten pajac i sam nie wiem na co czekam. Odpaliłem silnik i ruszyłem przed siebie.

Perspektywa Zuzy:
-Radek! Wróciłam, zdążyłam, jestem!
Usłyszałam głośne schodzenie po schodach. Podszedł do mnie i dał mi buzi w polik.
-Usłyszałem, przyszedłem, przywitałem się! -wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i poszedł do kuchni. A za nim ciągnął się zapach jego boskich perfum. Taak, uwielbiam męskie perfumy. I męskie, o wiele za duże bluzy.
Stałam w miejscu i myślałam co miałam zrobić. Aaa! No tak. Prezent! Poszłam za nim i stanęłam na przeciw z wyprostowaną ręką trzymając w niej torebkę.
-Emmm...? -patrzył na mnie pytająco.
-Prezent. Z okazji urodzin. Masz je za dwa dni, ale cię nie będzie, więc pomyślałam, że dam ci go dzisiaj. -uśmiechnęłam się szczerze.
-Pamiętałaś? Mnie zupełnie wyleciało z głowy. -stwierdził otwierając pudełeczko.
Wyciągnął zawartość i przeniósł wzrok na mnie.
-Łaaaał, może wreszcie nie będę się spóźniał.
-Kupiłam go właśnie z taką nadzieją.
-Dziękuję, jesteś najlepszą siostrą pod słońcem! -przytulił mnie tak mocno, że zabrakło mi tchu. Cieszył się jak małe dziecko, a mi to sprawiało ogromną frajdę. Pogadaliśmy jeszcze chwilę i nadszedł czas wyjazdu. Nie znam konkretnego celu, ale nie będę wypytywać, bo wiem, że tego nie lubi. Pożegnaliśmy się no i zostałam sama. Niewzruszona poszłam do kuchni w końcu coś zjeść, bo umierałam z głodu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć Myszki!
Wiem, że długo mnie nie było, ale złapałam jakąś nieznośną zawiechę. Mam nadzieję, że wena mnie już nie opuści i niebawem napisze się nowy, lepszy, ciekawszy rozdział.
Do zobaczenia! 💕

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 4

" Późniejszy wieczór zleciał pod hasłem nudy, oglądania śmiesznych filmików na youtubie i opowiadania głupich historyjek. Siedziałyśmy do dość późnej godziny, ale stwierdziłyśmy, że prześpimy się chociaż kilka godzin. Wyczerpana śmiechem nawet nie wiem kiedy usnęłam. "

Obudził mnie głośny pisk opon dochodzący z ulicy przed domem Mariki.
Zrzuciłam z siebie kołdrę i wstałam do pozycji siedzącej, a następnie podniosłam swoje cztery litery i leniwie podeszłam do okna. Wyczerpana tym co przed chwilą zrobiłam oparłam się czołem o szybę i patrzyłam tępo na samochód stojący na podjeździe. Zdziwił mnie jego jaskrawy zielony kolor, ale za chwilę spostrzegłam, że jest to samochód sportowy. A żywe i jasne kolory są charakterystyczne dla takich aut. Ten widok trochę przypominał mi scenę z filmu pod tytułem "Szybcy i wściekli". Szkoda, że nie wysiadł z niego żaden z przystojnych bohaterów, tylko Norbi.
-Co? Nie wierze...to nie może być on! -rzuciłam się w strone śpiącej jeszcze Mariki krzycząc -Ej, laska, wstawaj! Koniecznie musisz to zobaczyć!
-Budzisz mnie po to, żeby odpłacić się za wczorajszą pobudkę, prawda? -jęknęła niewyraźnie.
-Oj, kit z nią! Chodź! -mówiłam ciągnąc ją już za rękę w stronę okna.
Wyjrzała przez nie, pocierając oczy zewnętrzną stroną dłoni.
-Co do chole...łaaa...cholery jest? -wydukała ziewając w trakcie i otwierając drzwi na balkon. Uderzyła we mnie fala ciepłego porannego powietrza, ale kiedy weszłam boso na jeszcze nienagrzane kafelki po moim ciele przeszły ciarki. Oparłam się łokciami o balustradę i patrzyłam na Norbiego, który bez jakiegokolwiek odzewu dzwonił dzwonkiem do domu Mariki. Wyprostowałam się, spoglądając na przyjaciółkę, poczym zwróciłam się w stronę Norberta.
-Romeo, ach Romeo! -krzyknęłam teatralnie dławiąc się śmiechem.
Chłopak wyglądał na zdezorientowanego, kiedy zaczął się rozglądać po całej okolicy. Obkręcił się o 360 stopni i w końcu nas dostrzegł.
-Nie łaska odebrać domofonu?
-No już się nie denerwuj, tylko mów skąd ty wytrzasnąłeś takie cacko?!
-Fajne, nie? Brat kupił w dobrej cenie, niedawno przywiezione zza granicy. -wymieniłyśmy z Mariką zdziwione spojrzenia, poczym zapytała totalnie rozbawiona -Brat kupił, a ty szpanujesz?
Lekko przygaszony spojrzał na swoje buty. Przeczesał reką włosy i odchrząknął.
-Noo...w zasadzie to wysłał mnie do sklepu. A że ma dobre serce to pozwolił pojechać. -uśmiechnął się spoglądając na balkon na którym stałyśmy.
-Też masz dobre serce czy w waszej rodzinie tylko brat takowe posiada?
-Podwieźdź Cię do domu, prawda? -Wyszczerzyłam zęby i kiwnęłam twierdząco głową w odpowiedzi na jego pytanie. Była 11:00, więc zaraz i tak bym wychodziła. A po co mam iść, skoro mogę pojechać?
-Nawet się pośpieszę! Zaraz będę na dole! -weszłam z powrotem do pomieszczenia, zdejmując spodenki w których spałam i od razu łapiąc za te, w których przyszłam. Włożyłam je na siebie i to samo zrobiłam z podkoszulką. Niepotrzebne mi już w tym momencie rzeczy wrzuciłam niedbale do torby. Rozejrzałam się po pokoju czy niczego niezapomniałam, zatrzymując swój wzrok na nadal zaspanej Marice. Dałam jej buzi w polik i rzuciłam się w strone wyjścia.
-Na razie stara! Zadzwonie później, kocham cię! -krzyczałam zbiegając po schodach.

***
Jechaliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym. Poprosiłam go, żeby podwiózł mnie jeszcze do galerii. Nic się nie stanie,  jeśli trochę się spóźnię. Radek spóźnia się bez przerwy. Wysiadając na parkingu usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Z impetem postawiłam torbę na masce samochodu, zawzięcie szukając urządzenia.
-No gdzie...on...jest...Mam cię! Halo?
-Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że jadę dzisiaj do Warszawy i wrócę za kilka dni, nie wiem dokładnie za ile. Jeśli będziesz w domu do 14 to jeszcze zdążymy się zobaczyć i pożegnać. -usłyszałam zachrypnięty głos Radka.
-Powinnam się wyrobić. To do później. - schowałam telefon na miejsce i zarzuciłam torbę na ramie.
-Dzięki Norbi! -poczochrałam jego włosy -I pogratuluj bratu samochodu. Pa! -uśmiechnęłam się i odeszłam w stronę wejścia do centrum handlowego. Postanowiłam, że poszukam jakiegoś prezentu dla Radka, ponieważ zbliżały się jego dwudzieste urodziny. Staruszek z niego. Moim skromnym zdaniem czas leci zdecydowanie za szybko. Weszłam do pierwszego lepszego sklepu z biżuterią. Nie, nie myślcie sobie, że kupie mu jakieś kolczyki, lub coś w tym stylu. Myślałam raczej o jakimś ładnym zegarku na rękę. Wiecznie wykręca się tym, że rozładował mu się telefon i nie widział która jest godzina. Czas to chyba zmienić. Przekraczając próg sklepu spostrzegłam dział z tym czego szukam. Było ich bardzo dużo. Od sportowych, po eleganckie. Podeszłam do półki spoglądając na jeden z nich. Był czarny z metalowymi akcesoriami. Z tego co widziałam to miał wbudowany stoper i inne bajery. Cena też w miare dobra. Kocham go, więc nie będę na nim oszczędzać. Popatrzyłam jeszcze na inne modele, ale postanowiłam, że pierwszy wybór jest najlepszy. Wzięłam go do ręki i ruszyłam w stronę kasy.
-Dzień dobry. -uśmiechnęła się ekspedientka, biorąc do ręki mój zakup i wbijając go na kasę. Przyglądałam się uważnie jej ruchom. Wyciągnęła pudełko spod blatu i włożyła starannie zegarek do środka.
-Zapakować w torebke? -zapytała przenosząc swój wzrok na mnie.
-Mhm, poproszę. -podała mi reklamówkę i wypowiedziała standardowy tekst w każdym sklepie.
-Dowidzenia, zapraszam ponownie.
Poprawiłam torbę na ramieniu, co było w moim zwyczaju. Ruszyłam w stronę wyjścia ze sklepu, a następnie udałam się do mojej ulubionej sokodajni. Zamówiłam sok pomarańczowy i rozsiadłam się wygodnie przy pierwszym lepszym stoliku. Wyciąnęłam telefon i zaczęłam w nim szperać, korzystając z darmowego wifi.

Perspektywa Jasia:
Chodziłem sobie po galerii, rozglądając się za dziewczynami, które mógłbym zaczepić. Może jestem lovelasem, ale mam z tego korzyści. Na razie żadna dziewczyna nie wydała mi się godna mojej uwagi na dłuższą chwilę.
Jestem trochę zawiedziony, że ta Zuza jeszcze mi nie uległa. Z naciskiem na jeszcze. Postanowiłem przejść się do jakiejś kawiarenki, sokodajni lub gdziekolwiek gdzie dają coś do picia.
Miałem szczęście, bo to czego szukałem było całkiem niedaleko i nie musiałem długo szukać. Podszedłem do lady, zamówiłem sok jabłkowy i rozejrzałem się w poszukiwaniu wolnego stolika. Mój wzrok zatrzymał się na dziewczynie samotnie siedzącej przy jednym ze stolików. Stałem jak debil przy ladzie, mimo, że już złożyłem zamówienie i patrzyłem się w jej stronę.
-Aga, to na piątkę. -powiedział pracownik do jednej z kelnerek.
Niewiele myśląc podszedłem do owej kelnerki i zapytałem czy nie wyświadczyłaby mi przysługi, pozwalając, abym to ja osobiście dostarczył zamówienie na piątkę. Pewnie domyślacie się dlaczego. Dziewczyna zgodziła się bez chwili namysłu. Podając mi tacę mrugnęła okiem.
-Powodzenia! -krzyknęła wracając za ladę. Uśmiechnąłem się do niej, nabierając jednocześnie głębokiego oddechu. Pewnie ruszyłem w stronę stolika. Mijając innych klientów, zastanawiałem się czy ponownie mnie odrzuci. Trasa od lady do Zuzy zdawała się być wiecznością. Kiedy w końcu tam dotarłem zgrabie postawiłem tacę.
-Pani zamówienie. -uśmiechnąłem się zawadiacko.

Perspektywa Zuzy:
-Pani zamównie. -usłyszałam bardzo dobrze mi już znany zachrypnięty głos mojego "prześladowcy". Oderwałam wzrok od telefonu, przenosząc go na chłopaka.
-Co ty tutaj robisz? -zmarszyłam brwi w jedną linię.
-Stoję, jak widać. Chyba, że pozwolisz mi się dosiąść...
Odsunęłam się kawałek na kanapie, tak aby zrobić mu trochę więcej miejsca, a zarazem nie siedzieć za blisko. Poczułam jak sofa ugina się pod jego ciężarem.
-Nie mieliśmy się okazji poznać. Jestem Janek. -wyciągnął rękę w moją stronę. Odłożyłam telefon na bok, tak aby mieć wolną dłoń i mu ją podać.
-Zuza. To prawda, trochę słabo zaczęliśmy -uśmiechnęłam się lekko. -Emm...mogę cię o coś zapytać?
-Wal. -rozłożył ręcę w geście przygotowania.
-Dlaczego doszliście do naszej szkoły dwa tygodnie przed zakończeniem?
-Firma moich i Maćka rodziców splajtowała i jedyna rodzina jaka mogła nam pomóc to ta tutaj, w Polsce. Musieliśmy się jak najszybciej przeprowadzić. -odpowiedział bez wahania. Wydał mi się znowu uroczy. Może źle go oceniłam? Ale nie, dosyć. Znowu skarciłam się w głowie. Spojrzałam na zegarek i kiedy zobaczyłam która jest godzina, uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej nie zdążę pożegnać się z Radkiem. Odruchowo pacnęłam się ręką w czoło.
-Coś nie tak?
-Noo jeśli nie złapię w tym momencie żadnego autobusu to nie zdążę do domu przed wyjazdem brata...
-Zawiozę cię. -uśmiechnął się cwaniacko.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzień dobry Ludziska! Jest 4 rozdział! Mam nadzieje, że się podoba :))
komentujcie, bo to bardzo motywuje 💕

środa, 29 lipca 2015

Rozdział 3

" Usłyszałam głośne kroki idące w moją stronę.
-Wychodzisz?
-Tak. Idę do Mariki na noc. Będę jutro koło południa. Pa. -cmoknęłam go w polik. Założyłam trampki i wyszłam. Jeszcze na podwórku włożyłam słuchawki i włączyłam swoją ulubioną playliste. Zawsze jak gdzieś idę muszę słuchać muzyki. To mi umila drogę, taka już jestem. Szłam w rytm melodii, aż tu nagle usłyszałam dźwięk głośnego klaksona. "

    Wyjęłam słuchawki z uszu, obejrzałam się za siebie i usłyszałam:
-Hej foczko! Podwieźć Cię gdzieś?
Zerknęłam na kierowcę samochodu i poczułam jak moje nogi znowu odmawiają posłuszeństwa. Drugi raz na jego widok. Zdałam się na odwagę i postanowiłam udać niedostępną. Przecież nie interesuję się chłopakami. Niestety gdzieś głęboko podświadomość podpowiadała mi, żebym wsiadła, bo mi się podoba i co mi szkodzi. Skarciłam się w myślach i obiecałam sobie, że się nie dam. Przynajmniej nie tym razem.
-Nie, dzięki. Trafię sama. -uśmiechnęłam się leciutko.
-No nie daj się prosić, wiem, że chcesz. -przewrócił oczami.
-Nie jesteś przypadkiem zbyt pewny siebie? Jak wychodziłeś od dyrektora wydawałeś się nieśmiały.
-Wydawałem. -uśmiechnął się cwaniacko i odjechał z piskiem opon.
-Kretyn...-mruknęłam.
Jak tu można zaufać jakiemuś chłopakowi? Przykładowo on mi się spodobał. Wydawał się być miłym, uroczym, nieśmiałym, ale zarazem zabawnym romantykiem. A tu proszę-kolejny zadufany w sobie kasiasty palant, który ma w dupie uczucia innych.
Kiedy już byłsm na miejscu zbulwersowana tą sytuacją podeszłam do drzwi Mariki. Bez chwili wahania weszłam do środka jak do siebie do domu. To u nas normalne.
-Marika?! Jesteś?! To ja! Dotarłam! Wściekła, ale dotarłam. -krzyczałam zdejmując buty.
Usłyszałam zbieganie po schodach.
-Dlaczego?
-Co dlaczego? Dlaczego dotarłam?
-Nie, debilu. Dlaczego dotatłaś wściekła.
-Aa wyobraź sobie, że ten wspaniały nowy chłopak nie jest taki wspaniały. -zmarszczyła brwi, niewiedząc o co mi chodzi -Zaraz ci wytłumaczę. -dodałam i poszłyśmy do kuchni.
Sącząc zrobioną chwilę temu herbatę owocą opowiedziałam jej całe zdarzenie.
Marika siedziała z otwartą gębą cały czas się na mnie gapiąc.
-Myślałam, że to będzie ten twój jedyny. -powiedziała po chwili.
-Szczerze? Nawet mi takie coś przeszło przez myśl, ale dosyć. Zostaje przy swojej starej, sprawdzonej strategii.
-Nadal będziesz wszystkich traktowała jako kolegów i udawała niedostępną? Jeszcze ci się nie znudziło?
-Kiedy już chciałam spróbować, spotkało mnie takie coś. Może to znak.
Wzruszyłyśmy ramionami w tym samym momencie, co na nas bardzo rozbawiło. Poszłyśmy do jej pokoju przebrałyśmy się w piżamy i stwierdziłyśmy, że poszukamy jakiegoś filmu. Po dłuższej chwili namysłu wybrałyśmy głupkowatą komedię "Nowożeńcy".
-Zaraz wracam. -powiedziała Marika.
-Nie śpiesz się, wejdę na fejsa. -kiedy zobaczyłam jej minę wysłałam jej niewidzialnego buziaczka i wyszła.
     Jedno zaproszenie do grona znajomych, 3 wiadomości, 10 powiadomień.
"Kochają mnie" -stwierdziłam.
Weszłam w pierwszą zakładkę. Popatrzyłam na imię i nazwisko osoby zapraszającej do znajomych i zmarszczyłam brwi w jedną linię.
-Marika? Znam jakiegoś Janka Dąbrowskiego? -wydarłam się tak żeby mnie słyszała, gdziekolwiek jest. 
Właśnie weszła do pokoju ze śmieszną miną i powiedziała tak samo śmiesznym głosem- Tu jestem. Czego się tak drzesz?
-Znam jakiegoś Janka Dąbrowskiego? -zapytałam znacznie ciszej.
-A myślałam, że dzisiaj ten temat mamy z głowy...To on. To ten nowy.
Po jej słowach zapatrzyłam się w nią jak w obrazek. Zadawałam sobie pytania: skąd wie jak się nazywam i po co mnie w ogóle zaprosił? Uwziął się czy jak?
-Halo? Zawiesiłaś się? -zapytała Marika.
Oderwałam od niej wzrok i spojrzałam ponownie na nazwisko, a następnie najechałam kursorem na odpiwiedni przycisk- Odrzuć! -uśmiechnęłam się triumfalnie -No too? Co tam przyniosłaś? Mm czekolada, chipsy, super! Dawno nie miałam takiej wyżerki. To ja może skocze na dół po picie.
-Stoi na ladzie. I weź szklanki!

Weszłam do pokoju. W jednym ręku niosłam szklanki, w drugim coca-colę, a w zębach opakowanie ciasteczek.
-Skąd ty..skąd ty wzięłaś te ciasteczka? -zapytała biorąc je ode mnie.
- Wzięłam z domu. Nie przyszałabym do ciebie bez zapasów. -uśmiechnęłam się. -To co? Oglądamy?
Usiadłyśmy wygodnie, stawiając sobie pod ręką wszystkie smakołyki. Postawiłyśmy laptopa na przeciwko i zaczęłyśmy seans. W trakcie filmu co jakiś czas coś komentowałyśmy, albo śmiałyśmy się tak mocno, że rozbolały nas mięśnie brzucha.
Późniejszy wieczór zleciał pod hasłem nudy, oglądania śmiesznych filmików na youtubie i opowiadania głupich historyjek. Siedziałyśmy do dość późnej godziny, ale stwierdziłyśmy, że prześpimy się chociaż kilka godzin. Wyczerpana śmiechem nawet nie wiem kiedy usnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na wstępie przepraszam, że rozdział jest nieco krótszy, niż pozostałe dwa, ale jakoś tak wyszło :(
Mam nadzieje, że treść się podoba :)
Na razie jest mało Jasia, ale niebawem się to zmieni 💕
Zapraszam do komentowania i dalszego śledzenia losów naszych bohatetów, miłego dnia i do zobaczenia w następnym rozdziale :*

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 2

" *** po przerwie ***
     Wszyscy rozbawieni tą całą sytuacją zaczęli się schodzić do klasy. Niczego nieświadoma nauczycielka usiadła już za biurkiem i zajęła się sobą.
W drzwiach stanął Kubuś z puszką pepsi w ręku. Upijając łyk usiadł w swojej ławce obok Daniela, który kryjomu wyjadał landrynki potrzebne do naszego inteligentnego ,,eksperymentu".
-Ej, pacanie zostaw to, bo zabraknie. -wydarł się Kuba.
-Dobra.. -odpowiedział Daniel z gębą wypchaną cukierkami. Wyglądał jak chomik.
Pomysłodawca wypił ostatni łyk napoju i spojrzał na mnie mówiąc z kamienną miną:
-Już czas. -i natychmiast wybuchnął śmiechem. "

*** BUM! ***
-Achtung!
-Padnij! -krzyczeli jeden po drugim.
-Dzieci! Uważać! -wrzasnęła nauczycielka.
-Prze pani, nie jesteśmy dziećmi. -powiedział zażenowany Adam.
-Cicho siedź pod ławką! Ktoś na pewno to usłyszał i przyjdzie nam z pomocą. -mamrotała desperacko.
Chwilę po tym do klasy wpadła woźna, wystraszona jakby zobaczyła co najmniej ducha.
-Co tu się wyprawia?! Gdzie są wszyscy? Wychodźcie spod tych ławek tych ławek. Powariowaliście? -podeszła spacerkiem do tablicy, kopiąc przez przypadek puszkę, która wywołała to zamieszanie. Na nasze nieszczęście przyszła woźna-Halina. Strasznie dociekliwa i wścibska.  
Musiało to komicznie wyglądać, kiedy wszyscy wychodzili spod ławek rozbawieni jak nigdy. Natomiast nauczycielka, jeszcze chwila i by się dosłownie popłakała. I to wcale nie ze śmiechu.
-Kto-to-do-jasnej-cholery-wymyślił?!
-No, nie ładnie proszę pani...nie ładnie tak przeklinać na lekcji...
-Nie pyskuj mi tu! Ja i tak się dowiem Kubiak! -uśmiechnęła się - I ty jesteś głównym podejrzanym, ale sam byś tego nie zrobił... -rozejrzała się po klasie i wskazała na mnie palcem, po czym wrzasnęła -Ty!
Wymieniliśmy z Kubą zdziwione, a zarazem rozbawione spojrzenia. Pewnie też zastanawiał się jak taka pusta panienka doszła do tego tak szybko.
-Jeszcze was to bawi? Proszę bardzo, doigraliście się, idziemy do dyrektora.
Niechętnie wstaliśmy z ławek i wolnym krokiem skierowaliśmy się ku wyjściu z klasy nr 49. Mijaliśmy w ciszy gabloty, w których znajdowały się osiągnięcia naszej szkoły, reszte klas oraz rysunki uczniów oprawione w ramki. Trochę byliśmy źli, że idziemy do dyrektora, bo pewnie dostaniemy szlaban albo prace pomocnicze dla szkoły na ostatnie dwa tygodnie przed wakacjami... Kiedy byliśmy już na miejscu nauczycielka zapukała do pokoju, usłyszała jedynke przytłumiony głos mężczyzny.-Chwileczkę! Proszę poczekać!
-Co może być ważniejsze od niesfornych uczniów... -powiedziała zażenowana Betty.
-Może nowi uczniowie? -rzekł do niej dyrektor wychodząc ze swojego gabinetu po czym znowu zwrócił się do swoich gości -To wszystko. Zapraszam w poniedziałek na zajęcia. -uśmiechnął się i znów spojrzał na sorkę od niemieckiego -A pani musi być bardzo nielubiana, skoro kolejny raz jest pani u mnie, z tego, co widzę, z tym samym problemem.
Wszyscy obecni zaczęli się śmiać, a
kobieta zrobiła się czerwona jak burak i wparowała bez zaproszenia do pokoju.
       W mojej głowie krążyły pytania: Co to za nowi uczniowie? Przystojni? A może to w ogóle nie są chłopcy...?
Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła, jak również moja cecha charakteru. Z rozmyśleń wytrącili mnie właśnie oni. I to dosłownie wytrącili, bo nie wiem jak, ale wpadłam na pierwszego z nich.
-Łoo...prze...przepraszam. -wymamrotał speszony i uśmiechnął się nieśmiało ukazując aparat ortodontyczny na zębach. Wyglądał nieziemsko. Miał ciemne oczy i niesfornie potargane włosy, które dodawały mu jeszcze większego uroku. W chwili, gdy go zobaczyłam nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, więc tylko się uśmiechnęłam. Popatrzyłam mu prosto w oczy i momentalnie zaczęłam w nich tonąć. Z transu wyprowadziło mnie nachalne szarpanie za rękaw koszuli. Niechętnie oderwałam od niego wzrok i przeniosłam go na Kubę.
-Zuzka, no chodź! -powiedział.
-Już. Już idę. -zgarnęłam włosy za ucho i weszłam do pokoju zamykając za sobą drzwi.

***
-Co tym razem się stało, pani Tęgos? -zapytał dyrektor Jarecki.
-Oni. Oni się stali.
-Z tego co wiem, to oni stali się 18 lat temu. -rzekł rozbawiony.
-Proszę potraktować to poważnie. Jak zwykle rozrabiają. Niech Panu sami powiedzą jak są tacy mądrzy.
Opowiedzieliśmy wszystko i zapadła niezręczna cisza. Nikt nic nie mówił, czekaliśmy na reakcję dyrektora. Ku naszemu zdziwieniu meżczyzna wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. -Przyszła pani do mnie z taką głupotą? -zapytał
-Dla pana to jest głupota?! Przecież jak pan ich nie powstrzyma to nam wszystkim na głowę wejdą.
Siedzieliśmy cicho, ledwo powstrzymując się od głośnego wybuchnięcia śmiechem. Nawet dyro uznał to za dobry żart. Chyba obejdzie się bez kary. To już ostatnia lekcja i nie marze o niczym innym jak być już w domu. Po chwili dyrektor nas wypuścił.

*** 10 MINUT PÓŹNIEJ ***
Przed budynkiem czekała na nas prawie cała klasa. Kiedy nas zobaczyli, podbiegli i zaczęli wypytywać.
-I jak tam było u dyrektorka na dywaniku? -zapytał Norbi.
-Po co się głupio pytasz? Powinienes wiedzieć, skoro lądowałeś tam już nie raz. -powiedziałam ironicznie.
-Kiedy następna akcja wspólniczko? -klepnął mnie w ramie Kuba.
-Narazie niech opadną emocje po tej. -odpowiedziałam nadal susząc zęby.
Ktoś z zebranego tłumu zapytał czy dostaliśmy jakiś szlaban, na co my opowiedzieliśmy o reakcji pana Jareckiego. Wszyscy byli w szoku, że tak olał panią od niemca. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i zaczęliśmy zbierać się do domów. Jak zawsze wracałam z Mariką i jak zwykle gadałyśmy o wszystkim i o niczym, ale nadal myślałam o akcji, która miała miejsce przed wejściem do pokoju dyrektora. Postanowiłam, że jej o tym opowiem.
-Co? Widziałaś już tych nowych? -zapytała.
Jej oczy przypominały pięciozłotówki u małego dziecka, któremu kupiło się nową zabawkę.
-Tak. Chłopaki. Przystojni nawet. No dobra, bardzo. Ciągle myśle o jednym z nich. -rozmarzyłam się i nagle podskoczyłam -Auć! -spojrzałam na minę Mariki, która właśnie mnie uszczypnęła. Wydawało mi się jakby była rozbawiona, zdziwiona i zła jednocześnie. Rozbawiona tą całą sytuacją, zdziwiona, że zainteresowałam się jakimś chłopakiem (wrescie) i zła, że to ja ich pierwsza zobaczyłam!
Podczas dalszego powrotu do domu zastanawiałyśmy się do jakiej klasy trafią, skąd przyjechali i dlaczego ba dwa ostatnie tygodnie przed zakończeniem roku szkolnego?

*** CHWILĘ PÓŹNIEJ ***
Jeszcze zanim otworzyłam drzwi poczułam zapachy, wydobywające się najprawdopodobniej z naszej kuchni. Przekroczyłam próg i natychmiast uderzyła mnie woń przygotowywanego obiadu. Żwawym krokiem weszłam do kuchni.
-Cześć Radzio! -wskoczyłam na blat, siadając na nim.
-Witam. -powiedział przerywając nucenie melodii piosenki, która właśnie leciała w radiu.
-Jakie jest dzisiejsze danie dnia, bracie?
-Lasagne własnej roboty, senioritta. -zarechotał.
     Mieszkamy we dwójkę. Rodzice są po rozwodzie. Kontaktują się i generalnie są w dobrych relacjach, ale życie pod jednym dachem ich najwyraźniej przerosło. Mama pracuje w Londynie, widujemy ją tylko na święta, ale godzinami gadamy na skypie. Natomiast tata ze swoją kobietą i trzecim dzieckiem mieszkają w Polsce, tylko, że w innym mieście. Z nim widujemy się conajmniej raz w miesiącu.
Mimo tego, że jesteśmy młodzi dobrze dajemy sobie radę. Radek pełni rolę domowego szefa kuchni. Czasem mam wrażenie, że przed snem czyta książkę kucharską, bo gotuje naprawdę smacznie. Ja staram się utrzymywać porządek, na tyle ile jest to możliwe, bo Radek jest strasznym bałaganiarzem. Jednak biorąc pod uwagę to, że jeszcze nie zginęliśmy pod stertą rozrzucanych przez niego ciuchów, radzę sobie naprawdę dobrze.
    Po zjedzonym obiedzie każdy poszedł do siebie do pokoju. Rozglądając się po meblach usiadłam na łóżku, przeczesałam włosy do tyłu i sięgnęłam po laptopa. Rozładowany. Wstałam rozglądając się intensywniej. Nigdzie nie widzę ładowarki. Wyszłam z pokoju, zeszłam na dół i przetrzepałam każdą szafkę w salonie. Nie ma. Skoro nigdzie jej tu nie znalazłam, pewnie jest u Radka.

*puk-puk*
-Wlazła! -usłyszałam krzyk.
-Radziu? Czy nie zabrałeś przypadkiem ładowarki od mojego laptopa?
-Zabrałem. Ale nie przypadkiem. Moja się zepsuła. -zaśmiał się.
-A czy byłbyś łaskaw mi ją oddać? -zapytałam ironicznie. Nie miałam dzisiaj ochoty się przekomarzać. Chyba to wyczuł i dał spokój.
-Łap! -rzucił nią w moją stronę.
-Dziena. -uśmiechnęłam się lekko i wychodząc usłyszałam zmartwiony ton chłopaka.
-Wszystko ok? -spojrzałam na niego.
-Tak, tylko trochę mnie boli głowa, jak coś jestem u siebie. -i wyszłam.
Z powrotem usiadłam na łóżku i pierwsze co, to włączyłam facebooka, bo znając życie Marika zrobiła mi już niezły spam.
Nie myliłam się. Kilkanaście wiadomości i ostatnie pytanie z innej beczki.
Od Marika: "Przyjdziesz dzisiaj do mnie na noc? Dawno nie byłaś. Przyyyjdź, no proszę."
Do Marika: "W sumie czemu nie? O której mam być?"
Teoretycznie boli mnie głowa i nic mi się nie chce, ale wezmę tabletkę przeciwbólową i przejdzie.- pomyślałam.
Od Marika: "Możesz już, jeśli chcesz"
Do Marika: "No to idę się szykować, do zoba.:*"
Wstałam po torbę w którą wrzuciłam kosmetyczkę z podstawowymi elementami higieny i kosmetykami do lekkiego makijażu. Nie lubię się mocno malować. Stawiam na naturalne piękno.
Wyciągnęłam z szafy czystą bieliznę i ulubioną piżamę w myszkę miki. Przejżałam się w lusterku, przeczesałam ręką włosy, złapałam za telefon z słuchawkami i zeszłam na dół do kuchni po proszek przeciwbólowy. Nalałam szklankę wody i z krzywą miną połknęłam tabletkę.
-Ale wielkie dziadostwo. -mruknęłam do siebie.
Usłyszałam głośne kroki idące w moją stronę.
-Wychodzisz?
-Tak. Idę do Mariki na noc. Będę jutro koło południa. Pa. -cmoknęłam go w polik. Założyłam trampki i wyszłam. Jeszcze na podwórku włożyłam słuchawki i włączyłam swoją ulubioną playliste. Zawsze jak gdzieś idę muszę słuchać muzyki. To mi umila drogę, taka już jestem. Szłam w rytm melodii, aż tu nagle usłyszałam dźwięk głośnego klaksona.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak! 2 rozdział za Nami!
Strasznie Was tu mało 😞
Komentujcie - to mnie zmotywuje do dalszej pracy ❤
Do zobaczenia niedługo 😘

czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 1

        Godzina 00:16. Nadal siedzę przed kompem i gram. No co? Robię sobie długi weekend, bo kto bogatemu zabroni?
-No, nie no! Zabili mnie! Frajerzy! -krzyknęłam sama do siebie -Aaa tam, kończę na dziś. -wstałam i skierowałam się w stronę łazienki. Weszłam pod prysznic, puściłam sobie letnią  wodę, żeby się schłodzić. Odprężajac się pod spadającymi kroplami wody zaczęłam śpiewać pod nosem piosenkę Taylor Swift, kiedy przyszedł czas na refren zaczęłam wyć jak wariatka na cały dom. -I shake it off, I shake  it off, off, off!
-Zuza do jasnej cholery, cierpisz na bezsenność? ! Idź spać! Jutro jest piątek i jeszcze idziesz do szkoły! -usłyszałam wrzask brata.
Szybko się wytarłam, zarzuciłam siebie szlafrok i otworzyłam drzwi od łazienki.
Od razu ujrzałam w nich rozwścieczonego Randka.
-Mówiłem Ci, że mam jutro egzamin i chce się wyspać! Czego tym razem nie zrozumiałaś?!
-Oj Radziu...Ty się tak nie denerwuj, bo Ci żyłka pierdząca pęknie. -ominęłam go pstrykając palcem jego nos. Wywrócił oczami wypuszczając głośno powietrze z ust.
-Zuza! Ile razy mam ci powtarzać, że jestem w klasie maturalnej i muszę się skupić na nauce. -warknął
-Ale nie musisz być takim sztywniakiem.-zaśmiałam się i za chwilę spoważniałam - Okej. Już. Idź spać, ja też idę. Dobranoc braciszku.
-No, cześć siostra. -pocałował mnie w czoło i po omacku poszedł do swojego pokoju.   
Kocham tego chłopaka. Sprzeczamy się, to prawda. Czasem nawet wyglądamy jakbyśmy mieli się pozabijać, ale to przecież normalne. Jak każde rodzeństwo. Na chwilę obecną jest mi najbliższym człowiekiem. Nie zapominając oczywiście o Marice-mojej bratniej duszy. Spojrzałam na telefon i wyłączyłem budzik, skoro jutro robie sobie wolne. W końcu się wyśpie! Ze względu na to, że ten tydzień był wyczerpujący i pełen poprawek na koniec roku-zasnęłam migiem.

*** RANO ***
     Coś dzwoni, jakiś przytłumiony dźwięk. Podniosłam niechętnie głowe i poczułam jak moja poduszka wibruje.
-Co... No przecież wyłączyłam budzik. -jęknęłam wyciągając spod niej telefon i skapnęłam się, że to nie budzik, a ktoś do mnie dzwoni. Nie patrząc kto to, odebrałam i przyłożyłam urządzenie do ucha.
-Gdzie ty jesteś? Nie było cię na pierwszej lekcji i byłam skazana na Norbiego... -usłyszałam pełen wyrzutów krzyk Mariki.
-Nie drzyj się idiotko, obudziłaś mnie!
-Oj tam, oj tam, trudno. Przyjdź, mamy zastępstwo z Betty. -tak nazywamy babkę od niemca -Będą jaja!
-Jak się zwlekę z łóżka to przyjdę. Pa.
Zakryłam głowę poduszką i usiłowałam zasnąć ponownie, ale bezskutecznie, bo do pokoju wpadł Radek. Stanął nade mną z ,,bananem" na twarzy. Otworzyłam niechętnie drugie oko, bo słońce, które wpadało przez moje okno przestało mi już trochę przeszkadzać.
-A tobie co? Nienormalny jesteś, że się tak od rana cieszysz? -zapytałam z głupią miną.
Ten bez słowa do mnie podszedł, zrzucił ze mnie kołdrę. Spojrzałam na niego jak na debila, za co szybko pożałowałam. Zrzucił mnie z łóżka. No jak on mógł? Ponownie na niego zerknęłam.
-Mogę wiedzieć czym sobie na to zasłużyłam?
-Całokształtem. Bądź gotowa za 15 minut to podwiozę cię do szkoły. -krzyczał stopniowo coraz głośniej oddalając się od mojego pokoju.
-Ale ja... Miałam nie iść... -mruknęłam sama do siebie poddając się.
Ruszyłam w stronę łazienki i przemyłam twarz, umyłam zęby, rozczesałam włosy, po czym podeszłam do szafy. Rozsunnęłam drzwi i przejechałam wzrokiem wszystkie półki od góry do dołu. Schyliłam się po dżinsowe rurki i zdjęłam z wieszaka czerwono-czarną koszulę. Ubrałam się i zeszłam na dół.

*** 30 MINUT PÓŹNIEJ ***
     Dojechaliśmy pod szkołę. Już z daleka zauważyłam Marikę i jej niezadowoloną minę z powodu towarzystwa Norberta.
-Wysiadka. -uśmiechnął się Radek
-Tak? O matko, nie zauważyłam, że już jesteśmy. -powiedziałam z sarkazmem, po czym zaczęliśmy się śmiać.
      Podeszliśmy do Mariki, a ta od razu się uśmiechnęła.
-Dzięki. - powiedziała.
-Spoko, aaa...za co? -zapytałam.
-Mówiłam do Radka, kochana.
-Spoczko, polecam się na przyszłość. - uśmiechnął się ciepło.
-A co to za spiski? -znowu zapytałam.
-To Marika poprosiła mnie, żebym cię ściągnął z łóżka, a ja, nie powiem że nie, zrobiłem to z ogromną przyjemnością. -odpowiedział.
-Cwaniaczki. -zaśmiałam się, a pozostała dwójka zaraz za mną.

      W szkole jak to bywa pod koniec roku są same luźne lekcje. Noo...może zdarzają się wyjątki, a mianowicie żyleta od angola. Ciągle powtarza, że jesteśmy do tyłu z materiałem. Czy ona naprawdę myśli, że jesteśmy tacy głupi i nie widzimy, że przerabiamy już materiał poza programem? Ach, no tak...,,dla naszego dobra". U was też tak jest?

      Właśnie trwa lekcja z Betty. Kobieta ma wiecznie potargane blond włosy. Dzisiaj ubrana w przykrótką tunikę i jasne leginsy, a pod nimi...ciemna bielizna. Nie to, że się tam patrzę, tylko strasznie rzuca się w oczy. Jej wygląd mów sam za siebie -inteligencją nie grzeszy.
Rozejrzałam się po klasie. Każdy zajęty sobą, jedni grzebią w telefonach, drudzy w coś grają. Moją uwagę przyciągnął Kuba Kubiak. Siedział w ostatniej ławce przy drzwiach i wyraźnie widać było, że coś knuje. Uśmiechał się zawadiacko.

*** zadzwonił dzwonek na przerwę ***
     -Chodź szybko. -pociągnęłam Marikę za rękę i obijając się o ławki podbiegłyśmy do Kuby.
-Siemanko dziewuszki! -zawołał jak tylko nas zobaczył.
-Widzę to... -powiedziałam.
-Ale co? -zmarszczył brwi -O co ci chodzi? -zapytał z głupim uśmiechem
-Kombinujesz coś. -spojrzałam na niego wzrokiem przeszywającym na wylot
-Ja?! -wrzasnął -W życiu. -zerknął niewinnie i chyba zaczął wymiękać, bo znał również moje możliwości - Dobra powiem ci, bo mi nie dasz spokoju.
-Zamieniam się w słuch. -powidziałam z wyrazem na twarzy
-No, więc po tej przerwie mamy drugą lekcję z Betty i chce ją doprowadzić do szału, kumasz?
-Masz mnie za pustą blondi? Jasne, że kumam. Jak mogę ci pomóc?
-Plan ogólnie jest taki: Z chłopakami widzieliśmy taki filmik w necie jak do puszki np. po pepsi wsypywali landrynki i rzucali na podłogę krzycząc ,,achtung, bomba!", czy coś w tym stylu i wszyscy uczniowie wchodzą, a raczej rzucają się pod ławki -skończył czekając na komentarz
-Hahaha, ciekawe jak zareaguje! Przekaże plan dziewczynom, a ty leć do chłopaków.

*** po przerwie ***
     Wszyscy rozbawieni tą całą sytuacją zaczęli się schodzić do klasy. Niczego nieświadoma nauczycielka usiadła już za biurkiem i zajęła się sobą.
W drzwiach stanął Kubuś z puszką pepsi w ręku. Upijając łyk usiadł w swojej ławce obok Daniela, który kryjomu wyjadał landrynki potrzebne do naszego inteligentnego ,,eksperymentu".
-Ej, pacanie zostaw to, bo zabraknie. -wydarł się Kuba.
-Dobra.. -odpowiedział Daniel z gębą wypchaną cukierkami. Wyglądał jak chomik.
Pomysłodawca wypił ostatni łyk napoju i spojrzał na mnie mówiąc z kamienną miną:
-Już czas. -i natychmiast wybuchnął śmiechem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć i czołem Miśki! 💖
Mamy pierwszy rozdział! Podoba się?
Skomentujcie, pochwalcie lub skrytykujcie, wedle uznania. :)
Wskazówki, czy rozdział za krótki/długi, czy czegoś brakuje lub też czegoś za dużo - mile widziane. 💕
Napisz do mnie!

wtorek, 14 lipca 2015

Bohaterowie

Zuza- niebieskooka blondynka, ma bardzo dobre poczucie humoru, lubi się drażnić z chłopakami, traktuje ich jako przyjaciół, nie szuka tego jedynego, czeka aż przyjdzie sam, delikatna, samodzielna, zadziora, mieszka z bratem-Radkiem, jej najlepszą przyjaciółką jest Marika, kiedy poznaje Jaśka i Maćka zmienia swoje życie i swój pogląd odnośnie swojej drugiej połówki


Marika- brązowooka brunetka, bardzo dziewczęca, delikatna, romantyczka z dobrym poczuciem humoru, jej hobby: rozglądanie się za chłopakami, najlepsza przyjaciółka Zuzy, jej życie również się zminia po zapoznaniu Jaśka i Maćka


Jasiek- ciemne tajemnicze oczy, szeroki szczery uśmiech, kruczo-czarne i wiecznie potargane włosy, bardzo dobre poczucie humoru, zabawny, opiekuńczy, przeprowadza się z najleszym przyjacielem-Maćkiem do Polski, podrywa pierwsze lepsze dziewczyny w poszukiwaniu tej jedynej, poznaje Zuzę i Marikę


Maciek- wiecznie roześmiany, szczere oczy i uśmiech, zabawny, godny zaufania, razem z Jaśkiem przeprowadza się do Polski, poznaje Zuzę i Marikę