"Spojrzałam na zegarek i kiedy zobaczyłam która jest godzina, uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej nie zdążę pożegnać się z Radkiem. Odruchowo pacnęłam się ręką w czoło.
-Coś nie tak?
-Noo jeśli nie złapię w tym momencie żadnego autobusu to nie zdążę do domu przed wyjazdem brata...
-Zawiozę cię. -uśmiechnął się cwaniacko."
Jego propozycja nie przypadła mi zbytnio do gustu, ale biorąc pod uwagę fakt, że w inny sposób nie zdążę, zgodziłam się. Swoją drogą to kiedy zleciał ten czas? Miałam go jeszcze wystarczająco dużo. Czyżby tak dobrze nam się gadało? Nie...niemożliwe.
Spojrzałam na niego niepewnie, wzdychając.
-No..no dobra.
Uśmiechnął się triumfalnie.
-To zapraszam do limuzyny. -powiedział z tym samym uśmiechem. Spojrzałam na niego spod byka wstając zza stołu śmiejąc się z tego co powiedział. Złapałam za torbę, założyłam ją na ramię, po czym sięgnęłam po drugą torbę, tylko, że z prezentem dla Radka i ruszyliśmy do wyjścia.
-A co to za prezent? Dla mnie? Nie trzeba było!
-Haha, zabawny jesteś. -schowałam rękę za plecy, zasłaniając prezent -Nie dla psa kiełbasa! -wytknęłam język.
-No wiesz...ja ciebie to bym ru... -zmarszczyłam brwi patrząc na niego badawczo -...żami obsypywał. -odetchnął.
-Hahahah -wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem.
-Nie śmiej się, zobaczysz. -powiedział stanowczo.
-Dobra, dobra. W którą stronę do tej limuzyny? -zapytałam, gdy wyszliśmy z centrum handlowego.
-Niedaleko, chodź tędy. -kiwnął głową, a ja ruszyłam za nim.
Siedzieliśmy w ciszy od momentu opuszczenia miejsca parkingowego. Zastanawiałam się dlaczego jest taki miły. Z wyboru czy ma w tym jakiś interes?
-Jesteś wolna? -z przemyśleń wyrwał mnie Jasiek. Przeniosłam na niego swój wzrok, ściągając brwi w jedną linię.
-Nie...wręcz przeciwnie. Całkiem szybka.
Do moich uszu dotarło głośne sapnięcie.
-Wiesz, że nie to miałem na myśli. -przewrócił oczami, jednocześnie śmiejąc się pod nosem.
-To ujmę to inaczej. Jesteś w zwi...
Naszą jakże inteligentną rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. I całe szczęście. Mam nadzieje, że zanim skończę gadać, dojedziemy już na misjsce.
-Tak? -odezwałam się do urządzenia.
-Cześć Zuza! Wpadnę do ciebie za jakąś godzinkę. Dzwonię, żeby cię uprzedzić, nie tak jak ostatnim razem. - niezwykle cichy głos Mariki dotarł do moich uszu. Postanowiłam, że wykorzystam jej telefon w tym momencie.
-Już za mną tęsknisz? -zerknęłam jednocześnie na Jaśka. Po pytaniu jakie padło jego kości policzkowe stały się bardziej wyraziste, przez zaciśnięcie ich.
-To będę czekać, pa kochanie. -kontynuowałam z szerokim uśmiechem na twarzy. Rozłączyłam się, zerkając dyskretnie w stronę chłopaka. Na szczęście nie zdążył o nic więcej zapytać, bo właśnie podjechał pod mój dom. Przed drzwiami stała wypchana torba podróżna.
-Zdążyłam, uff. -odetchnęłam łapiąc za to co miałam ze sobą i otwierając drzwi samochodu.
-Wyjeżdzasz gdzieś?
-Nie ja. Sorki, ale naprawdę już nie mogę gadać. Jeśli chcsz to pogadamy w szkole. Dzięki za podwózkę, narazie! -haotycznie wyszłam na zewnątrz i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Perspektywa Jaśka:
-A co jeśli ja nie chcę czekać tak długo do naszego następnego spotkania? -powiedziałem sam do siebie z dziarskim uśmiechem.
Patrzyłem na dziewczynę jak poprawia sobie torbę na ramieniu. Taka ładniutka, zgrabniutka, fajniutka, a pewnie spotyka się z jakimś lamusem z tutejszej budy.
Kopnęła z frustracją furtkę, której jak na złość nie mogła otworzyć. Weszła na podwórko, wbiegła po schodach i zniknęła z pola widzenia za drzwiami frontowymi. Myślę, że czas jechać, stoje jak ten pajac i sam nie wiem na co czekam. Odpaliłem silnik i ruszyłem przed siebie.
Perspektywa Zuzy:
-Radek! Wróciłam, zdążyłam, jestem!
Usłyszałam głośne schodzenie po schodach. Podszedł do mnie i dał mi buzi w polik.
-Usłyszałem, przyszedłem, przywitałem się! -wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i poszedł do kuchni. A za nim ciągnął się zapach jego boskich perfum. Taak, uwielbiam męskie perfumy. I męskie, o wiele za duże bluzy.
Stałam w miejscu i myślałam co miałam zrobić. Aaa! No tak. Prezent! Poszłam za nim i stanęłam na przeciw z wyprostowaną ręką trzymając w niej torebkę.
-Emmm...? -patrzył na mnie pytająco.
-Prezent. Z okazji urodzin. Masz je za dwa dni, ale cię nie będzie, więc pomyślałam, że dam ci go dzisiaj. -uśmiechnęłam się szczerze.
-Pamiętałaś? Mnie zupełnie wyleciało z głowy. -stwierdził otwierając pudełeczko.
Wyciągnął zawartość i przeniósł wzrok na mnie.
-Łaaaał, może wreszcie nie będę się spóźniał.
-Kupiłam go właśnie z taką nadzieją.
-Dziękuję, jesteś najlepszą siostrą pod słońcem! -przytulił mnie tak mocno, że zabrakło mi tchu. Cieszył się jak małe dziecko, a mi to sprawiało ogromną frajdę. Pogadaliśmy jeszcze chwilę i nadszedł czas wyjazdu. Nie znam konkretnego celu, ale nie będę wypytywać, bo wiem, że tego nie lubi. Pożegnaliśmy się no i zostałam sama. Niewzruszona poszłam do kuchni w końcu coś zjeść, bo umierałam z głodu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć Myszki!
Wiem, że długo mnie nie było, ale złapałam jakąś nieznośną zawiechę. Mam nadzieję, że wena mnie już nie opuści i niebawem napisze się nowy, lepszy, ciekawszy rozdział.
Do zobaczenia! 💕