" Usłyszałam głośne kroki idące w moją stronę.
-Wychodzisz?
-Tak. Idę do Mariki na noc. Będę jutro koło południa. Pa. -cmoknęłam go w polik. Założyłam trampki i wyszłam. Jeszcze na podwórku włożyłam słuchawki i włączyłam swoją ulubioną playliste. Zawsze jak gdzieś idę muszę słuchać muzyki. To mi umila drogę, taka już jestem. Szłam w rytm melodii, aż tu nagle usłyszałam dźwięk głośnego klaksona. "
Wyjęłam słuchawki z uszu, obejrzałam się za siebie i usłyszałam:
-Hej foczko! Podwieźć Cię gdzieś?
Zerknęłam na kierowcę samochodu i poczułam jak moje nogi znowu odmawiają posłuszeństwa. Drugi raz na jego widok. Zdałam się na odwagę i postanowiłam udać niedostępną. Przecież nie interesuję się chłopakami. Niestety gdzieś głęboko podświadomość podpowiadała mi, żebym wsiadła, bo mi się podoba i co mi szkodzi. Skarciłam się w myślach i obiecałam sobie, że się nie dam. Przynajmniej nie tym razem.
-Nie, dzięki. Trafię sama. -uśmiechnęłam się leciutko.
-No nie daj się prosić, wiem, że chcesz. -przewrócił oczami.
-Nie jesteś przypadkiem zbyt pewny siebie? Jak wychodziłeś od dyrektora wydawałeś się nieśmiały.
-Wydawałem. -uśmiechnął się cwaniacko i odjechał z piskiem opon.
-Kretyn...-mruknęłam.
Jak tu można zaufać jakiemuś chłopakowi? Przykładowo on mi się spodobał. Wydawał się być miłym, uroczym, nieśmiałym, ale zarazem zabawnym romantykiem. A tu proszę-kolejny zadufany w sobie kasiasty palant, który ma w dupie uczucia innych.
Kiedy już byłsm na miejscu zbulwersowana tą sytuacją podeszłam do drzwi Mariki. Bez chwili wahania weszłam do środka jak do siebie do domu. To u nas normalne.
-Marika?! Jesteś?! To ja! Dotarłam! Wściekła, ale dotarłam. -krzyczałam zdejmując buty.
Usłyszałam zbieganie po schodach.
-Dlaczego?
-Co dlaczego? Dlaczego dotarłam?
-Nie, debilu. Dlaczego dotatłaś wściekła.
-Aa wyobraź sobie, że ten wspaniały nowy chłopak nie jest taki wspaniały. -zmarszczyła brwi, niewiedząc o co mi chodzi -Zaraz ci wytłumaczę. -dodałam i poszłyśmy do kuchni.
Sącząc zrobioną chwilę temu herbatę owocą opowiedziałam jej całe zdarzenie.
Marika siedziała z otwartą gębą cały czas się na mnie gapiąc.
-Myślałam, że to będzie ten twój jedyny. -powiedziała po chwili.
-Szczerze? Nawet mi takie coś przeszło przez myśl, ale dosyć. Zostaje przy swojej starej, sprawdzonej strategii.
-Nadal będziesz wszystkich traktowała jako kolegów i udawała niedostępną? Jeszcze ci się nie znudziło?
-Kiedy już chciałam spróbować, spotkało mnie takie coś. Może to znak.
Wzruszyłyśmy ramionami w tym samym momencie, co na nas bardzo rozbawiło. Poszłyśmy do jej pokoju przebrałyśmy się w piżamy i stwierdziłyśmy, że poszukamy jakiegoś filmu. Po dłuższej chwili namysłu wybrałyśmy głupkowatą komedię "Nowożeńcy".
-Zaraz wracam. -powiedziała Marika.
-Nie śpiesz się, wejdę na fejsa. -kiedy zobaczyłam jej minę wysłałam jej niewidzialnego buziaczka i wyszła.
Jedno zaproszenie do grona znajomych, 3 wiadomości, 10 powiadomień.
"Kochają mnie" -stwierdziłam.
Weszłam w pierwszą zakładkę. Popatrzyłam na imię i nazwisko osoby zapraszającej do znajomych i zmarszczyłam brwi w jedną linię.
-Marika? Znam jakiegoś Janka Dąbrowskiego? -wydarłam się tak żeby mnie słyszała, gdziekolwiek jest.
Właśnie weszła do pokoju ze śmieszną miną i powiedziała tak samo śmiesznym głosem- Tu jestem. Czego się tak drzesz?
-Znam jakiegoś Janka Dąbrowskiego? -zapytałam znacznie ciszej.
-A myślałam, że dzisiaj ten temat mamy z głowy...To on. To ten nowy.
Po jej słowach zapatrzyłam się w nią jak w obrazek. Zadawałam sobie pytania: skąd wie jak się nazywam i po co mnie w ogóle zaprosił? Uwziął się czy jak?
-Halo? Zawiesiłaś się? -zapytała Marika.
Oderwałam od niej wzrok i spojrzałam ponownie na nazwisko, a następnie najechałam kursorem na odpiwiedni przycisk- Odrzuć! -uśmiechnęłam się triumfalnie -No too? Co tam przyniosłaś? Mm czekolada, chipsy, super! Dawno nie miałam takiej wyżerki. To ja może skocze na dół po picie.
-Stoi na ladzie. I weź szklanki!
Weszłam do pokoju. W jednym ręku niosłam szklanki, w drugim coca-colę, a w zębach opakowanie ciasteczek.
-Skąd ty..skąd ty wzięłaś te ciasteczka? -zapytała biorąc je ode mnie.
- Wzięłam z domu. Nie przyszałabym do ciebie bez zapasów. -uśmiechnęłam się. -To co? Oglądamy?
Usiadłyśmy wygodnie, stawiając sobie pod ręką wszystkie smakołyki. Postawiłyśmy laptopa na przeciwko i zaczęłyśmy seans. W trakcie filmu co jakiś czas coś komentowałyśmy, albo śmiałyśmy się tak mocno, że rozbolały nas mięśnie brzucha.
Późniejszy wieczór zleciał pod hasłem nudy, oglądania śmiesznych filmików na youtubie i opowiadania głupich historyjek. Siedziałyśmy do dość późnej godziny, ale stwierdziłyśmy, że prześpimy się chociaż kilka godzin. Wyczerpana śmiechem nawet nie wiem kiedy usnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na wstępie przepraszam, że rozdział jest nieco krótszy, niż pozostałe dwa, ale jakoś tak wyszło :(
Mam nadzieje, że treść się podoba :)
Na razie jest mało Jasia, ale niebawem się to zmieni 💕
Zapraszam do komentowania i dalszego śledzenia losów naszych bohatetów, miłego dnia i do zobaczenia w następnym rozdziale :*



